Mam tego farta, że mogę pracować w pełni zdalnie. Mimo wszystko, czasu w domu jest nieco więcej, głównie przez fakt, że nie muszę spędzać 2h dziennie w komunikacji miejskiej. Przejście z łóżka do biurka zajmuje mi zdecydowanie mniej czasu 😉 Nie spędzam również czasu na zakupach – wychodzimy raz na kilka dni, robimy szybkie zapasy w osiedlowych sklepach, szczytem jest wyprawa do Tesco i do Paczkomatu (przy okazji). Więc jakby na to nie spojrzeć, doba się magicznie wydłużyła!

Co robić z tym zaoszczędzonym czasem, kiedy na zewnątrz lepiej nie wychodzić?

Można wziąć się na przykład za domowe porządki – u nas zyskały na tym okna, a zimowe kurtki już dawno zostały wyprane, wysuszone i czekają w szafie na kolejny sezon.

Nadrabiamy też wieczorami filmy, które gdzieś nam umknęły, a można je teraz obejrzeć na serwisach VOD. Posiadając Netflixa i HBO Go można całkiem dobrze zaplanować sobie wieczorne seanse. Sięgnęłam też z powrotem po mojego Kindla, który przyznam był mocno zaniedbywany ostatnimi czasy (wiem, wstyd) i czytam „Czarne Słońce” Żulczyka. W kolejce czeka Pani Tokarczuk („Bieguni”), Ilona Wiśniewska („Lód”) oraz Olga Gitkiewicz („Nie zdążę”). To tak w pierwszym strzale.

To dobry moment na rzeczy, na które „normalnie” nie ma czasu

A o jakich rzeczach myślę? Pielęgnacji! Postanowiłam, że skoro pracuję z domu, wychodzę raz na kilka dni, nie nakładam na co dzień makijażu to mogę poświęcić więcej czasu na takie metody pielęgnacyjne, na które „normalnie” tego czasu mi brakuje – np. olejowanie włosów.

Oczywiście jak z każdym nowym „zabiegiem” w pierwszej kolejności spędziłam długie godziny na czytaniu czym jest olejowanie i jak to się robi, drugie tyle zajęło mi określenie jakiej porowatości są moje włosy (mam nadzieję, że trafiłam), aż w końcu zamówiłam serum z mydlarni Cztery Szpaki, bo nie potrafiłam zdecydować sama jaki olej będzie moim włosom służył. Dodatkowo nie wyobrażam sobie spać we włosach, na które wcześniej nałożyłam olej, po prostu nie… Głównie z tego powodu jakiś czas temu odrzuciłam pomysł olejowania, bo w ciągu tygodnia po prostu nie mam kiedy tego ogarnąć jeżdżąc do pracy. Dlatego fakt, że teraz cały dzień siedzę w domu jest tu mocno na plus. Dzięki temu olej nakładam na włosy rano i tak sobie siedzę z nim do popołudnia. Kiedy ja pracuje, moje włosy robią się ładniejsze 🙂

Nie wiem czy to sobie wmawiam, ale mam wrażenie, że już po pierwszym olejowaniu włosy były gładsze i bardziej błyszczące. Wyglądały… zdrowiej!

Co prócz tego? Maseczki!

Zużywam wszelkie maseczki jakie mi zalegają w domu, nie mam tego wiele, bo raczej nie kupuję takich, w których trzeba siedzieć jakiś czas, a potem zmyć, bo znów – w „normalnych” warunkach, brakuje mi na to doby 😉 W obecnej sytuacji uznałam, że też mi się należy i npostanowiłam sobie taką zamówić! Miałam nadzieję, że przyjdzie przed świętami, ale niestety… Będzie po.

Oczekiwanie na jej przybycie umilam jednak sobie w inny sposób. Przez codzienny brak makijażu nakładam na twarz więcej pielęgnacji. Sięgam po wszelkie sera, kremy, balsamy, toniki, peelingi… Jednym z moich ostatnich odkryć jest serum chłodzące pod oczy z Make Me Bio, które ma aplikator z metalową kuleczką! Osoba, która na to wpadła powinna dostać premię! Nawet nie wiecie jakie to przyjemne wstać rano i po umyciu twarzy porolować sobie po skórze pod oczami tą cudownie chłodną kuleczką. Polecam totalnie – nie ma wielu produktów na rynku z takim rozwiązaniem, a serum z Make Me Bio dodatkowo nie kosztuje fortuny. Ma też bardzo ładny skład – bez żadnych kontrowersyjnych składników i zbędnych zapychaczy 🙂

Może znacie podobny produkt pod oczy (poza tym koktailem witaminowym z Iossi – myślałam nad jego zakupem, ale kurcze stówka to już sporo za produkt, który ma 10ml pojemności) ale w „normalnej” cenie?

Postanowiłam też sprawić sobie małą przyjemność, bo wiecie… bardzo lubię perfumy. Lubię jak ja ładnie pachnę i jak ludzie obok mnie ładnie pachną. Szczególnie lubię takie kompozycje, które mają w składzie wanilię i jaśmin. Mam w domu swoje ulubione zapachy z tymi składnikami, ale przyznam, że trochę szkoda mi się psikać do siedzenia przy kompie perfumami Gucci za trzy stówy… Przeglądając ofertę sklepu Skład Prosty wpadły mi w oko perfumy w wosku pszczelim. Raz – zaintrygowała mnie taka forma. Nie spotkałam się jeszcze z perfumami w wosku (może mało wiem o życiu?). Dwa – perfumy wcale nie wypadają drogo – słoiczek 15g kosztuje 45,90 PLN i tak na kilka dni używania wydają się być całkiem wydajne. Trzy – kompozycja o nazwie Zachwyt ma w sobie zarówno jaśmin jak i wanilię! Czego mogłam chcieć więcej?! Na stronie Składu Prostego opisany jest on tak:

Słodki, orientalny zapach łączący w sobie nuty drzewne i orientalne ze słodkimi nutami gourmand. W sercu irys, jaśmin i heliotrop z aksamitnymi owocami. W bazie sandałowiec, cedr, bursztyn, karmel, wanilia, benzoes i piżmo. Głęboki, ciepły i przytulny.

Powiem Wam, że bardzo zaskoczyła mnie trwałość tego zapachu, bo totalnie nie wiedziałam czego się mogę po nich spodziewać – dla zupełnej przyjemności smaruję sobie rano nadgarstki tymi perfumami i ze spokojem zapach utrzymuje się na skórze do godzin wieczornych. Ofertę perfum z Miodowej Mydlarni znajdziecie tutaj jeżeli czujecie się zachęceni (KLIK).

Jeszcze kilka słów na koniec…

Chciałam wspomnieć o sklepie, z którego pierwszy raz zamawiałam (pochodzą z niego wspomniane wyżej produkty), a który bardzo zaskoczył mnie sposobem obsługi zamówienia, jego pakowaniem… no… generalnie wszystkim!

Mowa o Składzie Prostym. Paczka od nich nie zawierała grama plastiku! Karton był obwiązany sznurkiem, aby nikt nie zaglądał do środka. Wszystkie szklane produkty były dodatkowo zabezpieczone tekturą i również obwiązane sznurkiem. Do zamówienia dołączone były również gratisy w postaci nasion słonecznika ozdobnego do wysiania! No i kartka z podziękowaniem za zamówienie wypisana ręcznie 🙂

Ja wiem, że taniej byłoby okleić wszystko taśmą i nara. Ale tym bardziej fajnie, że komuś się chce! Chce się zadbać o Klienta (bo ja czuję się zaopiekowana – maile też mają super!) i chce się zadbać o planetę! Przecież szybciej byłoby owinąć wszystko folią bombelkową niż bawić się w robienie kokardek ze sznurka na falistej tekturze, a paczkę oblepić taśmą klejącą. Kurcze – naprawdę fajny sklep. Sprawdźcie, bo moim zdaniem warto znać 🙂