Jeżeli mam być zupełnie szczera – za pełną cenę nie kupiłabym tej palety. I to byłby ogromny błąd!

Paletkę Fenty Beauty Moroccan Spice mam już od pół roku. Zbierałam się długo do napisania kilku zdań na jej temat, ale uznałam, że muszę ją porządnie na sobie sprawdzić, aby móc w pełni ją ocenić. Latem Sephora miała ją w świetnej cenie, bo kosztowała coś koło 120 PLN, więc mimo, że jakoś szczególnie nie kusiła mnie ona wcześniej, uznałam, że za połowę ceny mogę jej dać szansę. Dodatkowo z okazji urodzin dostałam kartę podarunkową właśnie na zakupy w Sephorze, więc dzięki temu paleta wyszła praktycznie za darmo.

Było warto?

Jeżeli czytacie moje wpisy, to doskonale wiecie, że marka Fenty to jedna z moich ulubionych marek makijażowych. Większość kosmetyków od Rihanny mi się sprawdza doskonale, więc często ją tu zachwalam.

Paletka Moroccan Spice nie kusiła mnie za bardzo – głównie przez brak w niej matowego beżu, co sprawia, że paleta nie jest dla mnie samowystarczalna, a nie lubię sięgać po kilka palet robiąc sobie szybko makijaż rano przed pracą. Dodatkowo obecne w palecie turkusy i ciemne granaty to też nie jest to, po co sięgam najczęściej, więc wiedziałam, że te kilka cieni będzie raczej nietkniętych. Dlatego cena 229 PLN (o ile dobrze pamiętam cenę bo ku mojemu zdziwieniu – na stronie Sephory nie ma już tej palety) nieszczególnie do mnie przemawiała – korzystniej było kupić paletę ABH lub Kat Von D, które zazwyczaj są bardziej samowystarczalne. Promocja jednak zrobiła swoje i zupełnie nie żałuję, bo paletka jest świetna.

Marokańskie klimaty

Może zacznę od opakowania: paleta jest w całości plastikowa i bardzo przykuwa wzrok przez piękną grafikę na froncie. Niestety błyszczące wykończenie sprawia, że okropnie się ona palcuje. W środku znajdziemy 16 cieni ułożonych w taki sposób, że kojarzą się z plastrem miodu, oraz ogromne, bardzo dobrej jakości lusterko. Ze spokojem można się pomalować korzystając tylko z tego lusterka, więc paletkę można brać na wyjazdy pod warunkiem używania pudru do zmatowienia powieki i łuku brwiowego.

Kolory w palecie posiadają swoje nazwy, ale znajdziemy je na spodzie palety, przez co kiedy chcemy je nazywać podczas makijażu, to jest to nieco problematyczne. Wolę jak nazwy kolorów znajdują się obok cieni, więc za to maleńki minusik – plusem za to jest to, że osyp podczas pracy z nimi jest prawie żaden, a jak się zdarzy, to plastikową paletę bardzo łatwo wyczyścić.

Same cienie – to jest cudeńko. Maty są genialne! Pięknie dobrane kolorystycznie i super przyjemne w pracy. Najczęściej sięgam po Quicksand jako cień transferowy, Fez Up, Spice Trip i Henna Sea – te trzy zazwyczaj przyciemniają zewnętrzny kącik razem, a czasem osobno. Obłędnie też wygląda Cumin Get It nałożony na całą powiekę i lekko roztarty na granicach za pomocą Quicksand. To są typowo „moje” kolory i przez długi czas tylko one trafiały do moich dziennych makeupów.

Błyskotki w palecie są przepiękne i niebanalne, ale potrzebują mokrej bazy. Na sucho nie za bardzo chcą się kleić do powieki, co dla niektórych może być minusem, dla mnie nie jest, bo wolę przy każdej palecie nakładać błyskotki na Glitter Primer z Nyxa, aby mieć pewność, że w ciągu dnia cienie zostaną na swoim miejscu nienaruszone. Najczęściej przy malowaniu się na co dzień sięgam po Mirage i Sahara Stunna. Na uwagę zasługuje również odcień Marrakush – chłodne złoto opalizujące na zielono. Nigdzie nie spotkałam się z tak unikatowym odcieniem.

Po turkusy, szarości i granaty sięgam sporadycznie – głównie w momencie, w którym mam nieco więcej czasu, wolny dzień i chcę się pobawić makijażem. Dlatego z chęcią te trzy kolorki zamieniłabym na matowy beż – wtedy paleta byłaby dla mnie kompletna. Zdziwiłam się jednak bardzo jak często intuicyjnie rano po nią sięgałam mając obok do wyboru Soft Glam, czy palety od Kat Von D.

Biorąc pod uwagę to, jak dobrze się w tymi cieniami pracuje i jak pięknie te kolory ze sobą korespondują zdecydowanie warto mieć tę paletę w swojej kolekcji – oczywiście jeżeli kolorystyka Wam odpowiada. Zdziwiłam się jednak faktem, że paleta zniknęła ze strony Sephory! Obecnie na stronie marki jest ona w promocji, więc jeżeli bardzo Wam jeszcze na niej zależy to możecie stamtąd ją ściągnąć. Może to zwiastuje pojawienie się niebawem nowej propozycji od Rihanny?