Chyba to nie jest już nowością, że jak marka Fenty Beauty wypuszcza nowy kosmetyk, to ja biorę go w ciemno. No, może nie wszystko – wciąż nie wypróbowałam ich kredki do brwi, a płynne rozświetlacze do ciała to raczej nie moja bajka.

Jednak jak na Instagramie Fenty Beauty pokazały się te mini paletki… Najchętniej kupiłabym wszystkie! No co ja na to poradzę, że polubiliśmy się z Fenty i niemal każdy ich kosmetyk jest stworzony jakby dla mnie? 😉

Paletę cieni Moroccan Spice mam już ponad pół roku, zresztą całkiem niedawno o niej pisałam, bo to jedna z moich ulubionych palet. Bardzo dobrze się z tymi cieniami pracuje, trzymają się nienaruszone cały dzień, czego chcieć więcej?

Snap Shadows

Idea łączenia dwóch paletek aby stworzyć własną, idealną dla siebie, jest bardzo fajna. Jasne, że od dawna można tworzyć pod siebie całe paletki sięgając po cienie pojedyncze z Inglota, MUFE, czy Glam Shop, jednak stworzenie palety dla siebie nie jest wcale takie łatwe. Trzeba dokładnie wiedzieć czego się chce i czego się potrzebuje, aby osiągnąć konkretny efekt. Chyba z czystej wygody wolę sięgać po gotowe rozwiązania, a zestawem kolorystycznym w palecie raczej się inspirować.

Dlatego podejście Fenty podoba mi się bardziej – mamy do wyboru 8 paletek, w każdej z nich jest 6 cieni w określonej kolorystyce (cienie neutralne, brzoskwiniowe, różowe, kolory ziemi, smokey, itd.), wybieramy dwie z nich i łączymy pleckami tworząc jedną paletkę. Palety możemy mieszać dowolnie – łączyć i rozłączać, używać samodzielnie, mieszać. Jak nam się tylko podoba.

W kolekcji znajdziemy następujące palety:

  • 1 True Neutrals – jedyna paletka zawierająca matowy beż
  • 2 Cool Neutrals – chłodne, neutralne kolory
  • 3 Deep Neutrals – ciemne neutralne barwy
  • 4 Rose – róże
  • 5 Peach – odcienie brzoskwiniowe
  • 6 Smokey – najciemniejsza paletka do głębokiego smokey z matową czernią
  • 7 Cadet – paletka z kolorach ziemi – zieleń khaki, żółć, glęboki zielony morski, trochę kojarzy się z Subculture z ABH
  • 8 Pastel Frost – paletka samych błyskotek w pastelowych odcieniach

Ja na razie postawiłam na jedną i wybrałam taką, która posiada kolory dla mnie niepowtarzalne. Takie, których nie znajdę w tych paletkach, które już posiadam. Nie wykluczam jednak, że dokupię jeszcze jedną do kompletu.

Cadet

Moim wyborem jest Cadet, głównie ze względu na ten żółty kolor, który wręcz krzyczał do mnie! Paletkę zamówiłam online, bo tylko tak była dostępna w dniu premiery. Plus dla Sephory za ekspresową wysyłkę zamówienia.

W paletce są 4 cienie matowe i dwie błyskotki (jedna z drobinkami, jedna bez) – standardowo w przypadku błyszczących cieni od Fenty, najlepiej je nakładać na mokrą bazę lub klej do brokatów aby wydobyć z nich pełną moc. Nałożone na sucho będą bardziej pełnić rolę toppera. Pod numerkiem 7 Cadet kryją się następujące kolory:

  • Money Mission – jasny cień z drobinkami opalizujący na złoto-zielony kolor
  • Take Cover – idealny transferowy jasny brąz, bardzo neutralny – cień matowy
  • Glammo Camo – ciemna, nasycona morska zieleń z odrobiną szarości – cień matowy
  • Phatigue – typowe khaki – cień matowy
  • She Salute – żółć ale z lekko przybrudzonym, zielonym podtonem – cień matowy
  • Good Cookie – metaliczno-satynowy cień, dość ciepły brąz – bardzo ładnie wygląda nawet solo na powiece

Jak się z tą paletką pracuje? Inaczej niż z cieniami Fenty, które znam. Różnica tkwi w matowych cieniach, które nawet w tej paletce nie są sobie równe. Cień Take Cover jest bardzo mocno zbity, w dotyku niemal mokry, w ogóle się nie pyli, ale też ciężko chwyta pędzel (lepiej pracuje z włosiem naturalnym niż syntetycznym). Natomiast pozostałe trzy maty są dość suche, nie osypują się na oku, ale w palecie potrafią pylić. Lepiej też je wciskać w powiekę bardziej zbitym pędzlem, aby uzyskać 100% koloru.

Wszystkie maty poza jednym bardzo dobrze się blendują. Niestety najciemniejszy kolor Glammo Camo potrafi zrobić plamę, którą ciężko potem rozetrzeć – lepiej nakładać go mniejszymi pędzlami bardziej wciskając w powiekę i rozcierać stopniowo czystym pędzlem.

A jak wypada samo opakowanie? Jest bardzo solidnie wykonane. Z przodu pod logo widzimy numer paletki, z tyłu mamy nazwy kolorów i zatrzaski do połączenia paletek, w środku znajdziemy też lusterko na całą wielkość palety – na upartego da się pomalować oczy korzystając tylko z niego.

Kupować?

Moim zdaniem – tak. Cena nie jest wygórowana, paletka jest idealna do podróży – nawet jak połączymy dwie, to są one bardzo kompaktowych rozmiarów, cienie są dobrej jakości i trzymają się bez problemu cały dzień. Za jedną paletkę trzeba zapłacić 109 PLN a w środku mamy 6 cieni po 1gr każdy. Wielkość jednego cienia jest dokładnie taka sama jak w mini paletach od Natashy Denony, tylko opakowanie jest nieporównywalnie lepsze w paletach Fenty.

Jedyny minus to na razie brak dostępności ich stacjonarnie, bo przyznam, że z chęcią bym je sprawdziła na żywo przez zakupem i chyba dlatego postawiłam na początek na jedną, której byłam w 100% pewna.