Produkty Hourglass są piekielnie drogie, ale chyba przez to kuszą jeszcze bardziej… Niestety na podkładzie się sparzyłam, bo nie jest to produkt przeznaczony dla mnie, jednak kiedy zobaczyłam, że Sephora oferuje wersje podróżną niektórych kosmetyków tej marki uznałam, że to jest znak.

Skusiłam się na róż rozświetlający w wersji podróżnej w jedynym dostępnym odcieniu Mood Exposure. Dlaczego akurat róż? Bo strasznie kuszą mnie paletki składające się z trzech produktów, ale wciąż widząc ich cenę zaczynam delikatnie tracić oddech.

Mood Exposure ma lekko śliwkowy odcień, który na twarzy wygląda obłędnie! Nie myślałam, że róż może się aż tak spodobać, ale od kiedy go mam zupełnie nie sięgam po inne produkty z tej kategorii. Ten konkretnie kolor, ma wykończenie satynowe, co dodatkowo ożywia makijaż twarzy. On się idealnie blenduje, idealnie łączy się z bronzerami z rozświetlaczem… Nie potrafię na jego temat powiedzieć złego słowa.

Jedyny zarzut – mógłby być tańszy.

Miniaturka, jest naprawdę malutka. Co prawda opakowanie jest niezwykle starannie wykonane, w środku znajduje się nawet lusterko, które jest tak małe, że totalnie nie da się z niego korzystać, ale jest.

Za wersję podróżną musimy zapłacić 99 PLN a dostajemy w niej 1,3 grama produktu. Drogo. Pełnowymiarowa wersja natomiast kosztuje już 169 PLN, a za tę cenę dostajemy 4,2 grama produktu. Patrząc na to jak bardzo wydajna jest wersja miniaturowa myślę, że pełnowymiarowe opakowanie spokojnie starczy na całe lata użytkowania – pod warunkiem, że go same nie zniszczymy. Ja się mogę przyznać, że już mi raz spadł, ale na szczęście nic się nie stało.

Mimo ceny – totalnie się w tym różu zakochałam i używam go non stop, a jest w mojej kosmetyczce od czterech miesięcy! Jeżeli szukacie różu o satynowym wykończeniu, to rozświetlające róże z Hourglass to może być coś dla Was 🙂