Nie, nie będę tutaj pisać o tym jak i co robić, aby samemu wykonać sobie hybrydę, bo po pierwsze – nie jestem w tym temacie specjalistką, uczę się wszystkiego od podstaw sama i myślę, że idzie mi co raz lepiej, jednak wciąż nie wiem wszystkiego. Po drugie – w Internecie znajdziecie mnóstwo bardzo, bardzo dobrych materiałów na ten temat. Od zwykłych wpisów na blogach po świetne filmy z instruktażami krok po kroku.

Dzisiaj pokażę Wam na jakie kolory na paznokciach stawiam, jakiej marki lakierów używam i czemu akurat tej.

Od początku

Jak to się wszystko u mnie zaczęło? Od zawsze moje paznokcie były słabe – łamały się, rozdwajały, bez lakieru (chociaż bezbarwnego) wyglądały mało elegancko, a przez ich delikatność nawet najlepsze lakiery bardzo szybko odpryskiwały. Bardzo to było frustrujące, dlatego wizja ładnych paznokci utrzymujących się więcej niż kilka dni kusiła bardzo. A jakby się jeszcze trzymały dwa-trzy tygodnie? Bajka!

Długo się zastanawiałam nad tym czy w ogóle wchodzić w temat. Naczytałam się o uczuleniach na hybrydę, o wszelkich za i przeciw używaniu tej metody malowania paznokci, aż w końcu uznałam, że spróbuję i prawie półtora roku temu zamówiłam swój startowy zestaw do robienia hybryd.

Zanim zrobiłam sobie pierwszy hybrydowy manicure przeczytałam i obejrzałam wszystko co mogłam tylko znaleźć na temat wykonywania hybrydy w domu. Miałam również książkę Ewy Red Lipstick Monster, całą poświęconą paznokciom niemal w jednym paluszku. Dopiero z takim przygotowaniem wzięłam się do roboty. Czemu tyle rzeczy sprawdzałam? Chciałam jak najbardziej zminimalizować ryzyko zrobienia sobie hybrydami krzywdy. Do teraz jak w niektórych grupach tematycznych na FB widzę bardzo podstawowe pytania od dziewczyn, które dopiero zaczynają swoją przygodę z hybrydami włos mi się na karku jeży… Wiele dziewcząt robi wszystko „na czuja” a zaczyna pytać dopiero jak się pojawia jakiś problem. A z hybrydą nie ma żartów – źle utwardzony lakier może naprawdę wyrządzić sporą szkodę. Tak samo nieumiejętne ściąganie hybrydy, a już nie mówię o odrywaniu lakieru od płytki paznokcia na siłę. Ale tak jak wspominałam – nie czuję się wciąż ekspertem w temacie na tyle aby uczyć Was krok po kroku, więc na koniec wpisu podlinkuje Wam materiały, z których polecam skorzystać przed własną zabawą z hybrydami 🙂

Jak długo, jak często

Swoje pierwsze lakiery z zestawu do robienia hybryd marki Neonail bardzo szybko zamieniłam na bazy, lakiery i topy z Semilac. Produkty Neonail zwyczajnie nie chciały trzymać się na moich paznokciach, a wypróbowałam trzy różne bazy stosując je zarówno bezpośrednio na płytkę, jak i wspomagając się primerem. Czego nie robiłam, po kilku dniach hybryda sama zaczynała odchodzić od paznokcia. Kiedy przerzuciłam się na Semilac – problem magicznie zniknął.

Hybrydy trzymają się u mnie na spokojnie 3 tygodnie, chociaż rzadko wytrzymuje aż tyle ze względu na odrost. Wcześniej w życiu bym nie powiedziała, że moje paznokcie rosną tak szybko. Przez ich sporą łamliwość ciężko było mi to zauważyć. Obecnie po dwóch tygodniach mam już taki odrost, że nie mogę na niego patrzeć i zazwyczaj już zaczynam myśleć nad zmianą stylizacji albo chociaż uzupełnieniu odrostu (bo tak też się da 😉 ). Zauważyłam też, że ściągając hybrydy pilnikiem bez używania acetonu, moje paznokcie również są w o wiele lepszej kondycji, więc wielka butla Removera zawierającego aceton i lanolinę stoi obecnie na półce i zbiera kurz. Dobrze – może przejdźmy w końcu do tych kolorów.

Nude, nude, nude, róż i…

Moim absolutnie ulubionym produktem marki Semilac są lakiery z serii Extend 5in1. Taki lakier to jednocześnie: baza, kolor, top, produkt nadbudowujący płytkę paznokcia oraz produkt umożliwiający jego przedłużenie na szablonie do 1cm. Ja paznokci nie przedłużam, bo nie umiem funkcjonować normalnie z długimi pazurkami. Jednak baza, kolor i top w jednym to już jest to, czego brakowało mi zanim te lakiery pojawiły się w ofercie marki.

Uwielbiam je głównie przez wygodę i szybkość stosowania. Aby uzyskać ładny, bardzo naturalny manicure w odcieniach nude wystarczy nałożyć na zmatowione paznokcie dwie warstwy lakieru 5 w 1, przemyć cleanerem warstwę dyspersyjną i gotowe.

Moje ulubione kolory to 801 i 804 (to ten sam odcień Soft Beige z tą różnicą, że 804 zawiera w sobie drobniutki złoty brokat), 815 Delicate Mocca oraz jedna z nowości marki – kolor 813 Pastel Pink. Wszystkie wyglądają na pazurkach pięknie i dodatkowy plus – z uwagi na ich półtransparentne krycie, powstający po jakimś czasie odrost jest bardzo mało zauważalny.

Poza tymi kolorami lubię od czasu do czasu sięgnąć po beżo-szarości, ale w takim odcieniu, aby moje dłonie nie wyglądały trupio.

Sprawdzają się u mnie dwa kolorki – jaśniejszy 140 Little Stone (który swoją drogą świetnie wygląda z pastelowym żółtym odcieniem w delikatnym ombre) i nieco cieplejszy 547 Another Way z kolekcji City Break. To też kolory, w których ewentualny odrost naturalnej płytki nie rzuca się bardzo w oczy.

Czas na kolor

Kiedy chcę mieć już nieco bardziej kolorowe paznokcie sięgam wciąż po barwy nieco przygaszone – nie przepadam za kolorami neonowymi, które bardzo się rzucają w oczy. Poza tym kupując nowe odcienie lakierów zawsze mam gdzieś z tyłu głowy myśl, aby nowość pasowała do obecnej kolekcji, bo lubię czasem jeden lub dwa paznokcie pomalować na inny kolor niż resztę. A jak mam więcej czasu to nawet zdarza mi się zabawić w ombre – nie wychodzi mi ono jeszcze idealnie, ale spokojnie, nauczę się!

Lubię również sięgać po matowy top – niestety jasne kolory w macie bardzo się brudzą, więc zaopatrzyłam się w kilka ciemnych kolorów. Przepięknie w macie wygląda odcień 526 Teal, czyli ciemny turkus oraz 525 Navy Grey – piękny przybrudzony szarością odcień niebieskiego.

Za to świetnym wiosenno-letnim odcieniem niebieskiego jest 546 Ahoy There z kolekcji City Break. Lubię go łączyć z beżami lub za pomocą spider żelu w białym odcieniu narysować na jednym lub dwóch paznokciach kilka kresek. Swoją drogą spider żel to najlepszy produkt dla osoby, która chce się pobawić w zdobienia, ale zupełnie nie ma do tego ręki. Świetnie nadaje się do robienia artystycznych esów floresów.

Największe kolorowe szaleństwo w moim przypadku to paznokcie czerwone lub żółte.

Odcień 543 Bon Voyage nazwałabym mianem pomarańczowej żółci – bo kolor nie jest ani w pełni żółty, ani nie jest taką typową pomarańczką. Jest gdzieś pomiędzy. Jest to chyba najbardziej „szalony” odcień z mojej kolekcji, ale totalnie nie mogłam się mu oprzeć kiedy kolekcja pojawiła się w sprzedaży. Przepięknie wygląda w wersji matowej, niestety – brudzi się. Teraz raczej używam go z topem błyszczącym, bo zabrudzenia na matowym topie wyglądają bardzo nieestetycznie. Zauważyłam też, że kolor ten trzeba też nakładać bardzo cienkimi warstwami i pilnować czasu utwardzania, bo przy grubej warstwie lubi płatać figle.

Drugim żółtym odcieniem jaki posiadam to kolor 263 Yellow z kolekcji pastelowej – bardzo wiosenny odcień, ale wymaga cierpliwości bo jest dość słabo napigmentowany. Aby wydobyć pełnię koloru potrzeba trzech cienkich warstw – mimo to, totalnie warto, bo wygląda bardzo ładnie na dłoniach.

Czerwienie mam dwie, jednak to kolor 290 All I Want jest tym, który na pazurkach robi największe WOW. Jeżeli jeszcze go nie znacie, jest to czerwień z kolekcji świątecznej z 2019 roku, w której zatopiony jest ogrom czerwonego brokatu. Jest jednak w tym odcieniu coś, co sprawia, że nie jest to taki „festyniarski” czerwony brokat, tylko bardzo elegancki, głęboki, iskrzący kolor. Druga czerwień 070 Pearl Red również ma w sobie drobinki, ale o wiele drobniejsze – z nazwy ma to być odcień perłowy, ale na paznokciach nie wygląda na taki.

No i zostały nam jeszcze różo-fiolety, czyli te kolory, które po nudziakach i beżach goszczą na moich paznokciach najczęściej.

Z czwórki, którą widzicie niżej, zdecydowanie najczęściej na moich paznokciach można było zobaczyć kolor 097 Indian Roses. To piękny, przybrudzony różany odcień, który wygląda na dłoniach bardzo delikatnie i elegancko – moim zdaniem świetnie nada się do szkoły, biura, na co dzień. Jak mi się skończy to na 100% zaopatrzę się w drugą buteleczkę.

Nie mogłam też oprzeć się kolekcji sweterkowej, z której postawiłam na 551 Tea Please. Nie potrafię zrobić na paznokciach wzoru sweterka, ale nie przeszkadza mi go nosić na pazurkach tak po prostu.

Kolor 285 Dancing Time jest gdzieś na pograniczu różu i fioletu – ładnie komponuje się na paznokciach w towarzystwie Indian Roses ale solo również lubię go nosić.

Najciemniejszym i najgłębszym odcieniem jaki posiadam jest 015 Plum, który bardzo lubię nosić jesienią i zimą w wersji matowej. Jest to też kolor, którego dwie cienkie warstwy zupełnie wystarczają aby osiągnąć nim pełne krycie. Przy malowaniu tak ciemnych paznokci trzeba nieco bardziej się przykładać, bo na takich kolorach widać każdy fałszywy ruch 😉

Co na dół i na górę?

Ostatnimi „składnikami” hybrydowego manicure są topy i bazy, bez których zwyczajnie się nie da – chyba, że macie lakiery z serii Extend 5in1. Kiedy po nie nie sięgam, zawsze używam bazy Fiber Base. Jest ona bardzo gęsta i ma mleczny kolor – są osoby, które przez jej konsystencję nie lubią nią pracować – ja ją totalnie uwielbiam. Konsystencje ma podobną do serii lakierów Extend 5in1 (może dlatego je również tak bardzo polubiłam) i moim zdaniem to baza najłatwiejsza w obsłudze, bo dzięki dużej gęstości stosunkowo łatwo zapanować nad nią aby nie pozalewać skórek. Produkt sam z siebie na nie nie spływa, co jest jego ogromną zaletą! Próbowałam innych baz (również z innych firm) jednak Fiber Base zawsze jest numerem jeden.

Topy mam trzy: Top, Top No Wipe i Mat Total No Wipe. Czym one się od siebie różnią? Zwykły top po utrwaleniu w lampie ma warstwę dyspersyjną, więc po wyciągnięciu dłoni z lampy trzeba przetrzeć paznokcie wacikiem z cleanerem. Top No Wipe tej warstwy już nie posiada i po utrwaleniu nie trzeba go niczym przecierać, jednak lubi on delikatnie zmieniać kolor lakieru – np. czarny kolor wygląda na bardzo ciemny granat kiedy pomalujemy go topem No Wipe. Top No Wipe przydaje się również przy zdobieniu paznokci za pomocą pyłków – są takie, którymi efekt osiągniemy wyłącznie z Topem No Wipe. Ostatni – Mat Total No Wipe – jak sama nazwa wskazuje jest topem, który daje nam efekt matowych paznokci.

Wśród topów umieściłam też lakier 091 Glitter Milk, który nie ma funkcji bazy czy topu, ale jest to przezroczysty lakier wypełniony bardzo drobno zmielonym, srebrnym brokatem. nigdy nie nakładam go na paznokcie solo, a używam raczej jako formy zdobienia. Pięknie wygląda na beżach, szarościach i wszelkich odcieniach niebieskiego. Na niego oczywiście musi wylądować top, jednak warto czasem po niego sięgnąć kiedy zależy nam na pięknym zdobieniu, które nie rzuca się bardzo w oczy.

To już wszystkie kolory, bazy i topy, które chciałam Wam pokazać. Na wzorniku nie mam niestety wszystkich kolorów, które posiadam, ale pomalowałam go tymi, po które sięgam najczęściej. Może dodam, że wpis nie jest sponsorowany przez Semilac – wszystkie te lakiery kupiłam sama na przestrzeni kilku miesięcy 😉 Nie mam takich umiejętności w kwestii malowania pazurków, aby taka marka chciała mnie sponsorować 😉

A czemu używam tylko jednej marki? Widziałam różne opinie – jedni mówią, że można produkty hybrydowe mieszać pomiędzy markami, inni są tego zagorzałymi przeciwnikami. Ja ufam, że używając produktów jednej marki minimalizuję ryzyko, że jakieś produkty „nie dogadają się” ze sobą i spowodują jakąś nieokreśloną reakcję chemiczną podczas utwardzania, która mi zaszkodzi.

No i obiecane polecajki filmowo-paznokciowe:

Od dołu zgodnie z ruchem wskazówek zegara: 801 Soft Beige, 804 Glitter Soft Beige, 813 Pastel Pink, 815 Delicate Mocca, 140 Little Stone, 547 Another Way, 546 Ahoy There, 525 Navy Grey, 526 Teal, 015 Plum, 285 Dancing Time, 097 Indian Roses.