Kremowe konturowanie twarzy to żadna nowość – od dłuższego czasu mamy na rynku dostępne różne produkty do konturowania twarzy w formie kremowej i powiem Wam, że tak jak początkowo podchodziłam do konturowania na mokro trochę jak pies do jeża, to obecnie jest to moja ulubiona metoda. Umiejętnie nałożony kremowy produkt do konturowania można pięknie wtopić w podkład – o wiele ładniej niż produkt pudrowy (moim zdaniem), dzięki czemu możemy uzyskać o wiele bardziej naturalnie wyglądający efekt.

No i wydajność kremowych produktów, które chcę Wam dziś pokazać jest naprawdę oszałamiająca!

Fenty vs. ABH

Moim pierwszym kremowym produktem do konturowania jaki używałam był oczywiście stick do konturowania z Fenty. Na początku bałam się odcienia Amber, głównie dlatego, że wydaje się on na wszystkich zdjęciach w Internecie mocno szary, a jak wiadomo zbyt chłodne, szaro-fioletowe odcienie bronzerów na skórze potrafią wyglądać jak siniaki albo jak brud. Dlatego na początku kupiłam sobie inny, cieplejszy odcień (Almond), który dobrze sprawdzał się do jednoczesnego ocieplenia skóry jak i lekkiego modelowania. Ciekawość zwyciężyła i po pewnym czasie Amber dołączył do mojej kolekcji sticków z Fenty i okazało się, że to był ten idealny kolor, którego dla siebie szukałam.

Amber na żywo nie wypada tak chłodno jak widzimy na zdjęciach – przynajmniej na mojej, dość jasnej cerze (kolor podkładu z Fenty, który używam to 140). Nie nakładam go bezpośrednio na twarz, chociaż można tak robić jeżeli chce się uzyskać mocny, wręcz graficzny efekt, bo mimo sporej pigmentacji produkt się bardzo ładnie rozciera.

Od niedawna nakładam go bezpośrednio ze sticka na dość zbity pędzel – taką kuleczkę z krótkim włosiem. I to jest sposób, który po wielu próbach okazuje się dla mnie najlepszy, tak najłatwiej kontrolować moc koloru na policzku.

Całkiem niedawno zamarzył mi się nowy kremowy produkt do konturowania – tak aby sprawdzić czy może są dostępne jeszcze lepsze, o których nie jest dane mi się dowiedzieć. Tak postanowiłam po kilku dniach czytania i sprawdzania zamówić sobie sztyft do konturowania z marki Anastasia Beverly Hills. U ABH produkt ten znajdziecie wśród podkładów w sztyfcie, a odcień, na który postawiłam to Fawn. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć porównanie obu kolorów. Górny swatch to ABH Fawn, dolny to Fenty Amber – kolory są do siebie mocno zbliżone, ale ABH jest delikatnie cieplejszy.

Sztyftu z ABH używam w dokładnie ten sam sposób, aplikując go na ten sam pędzel co Fenty. Mimo, że konsystencja ABH jest odrobinę bardziej kremowa, to zarówno pigmentacja jak i trwałość są takie same. Oba można również budować, jeżeli potrzebujemy mocniejszego efektu.

Oba produkty delikatnie zastygają na twarzy po wtopieniu się w podkład – oczywiście najlepiej nakładać je na mokry, jeszcze nieprzypudrowany podkład, ale zdarzyło mi się już kilka razy pospieszyć na tyle, że sztyft nakładałam już na puder i… nic się nie stało. Nadal pięknie wszystko się ze sobą stopiło, a podkład pod spodem był nienaruszony. Odnoszę również wrażenie, że to taki produkt, który bardzo, ale to bardzo trudno zdenkować – sztyft z Fenty mam już jakiś czas, zanim kupiłam ABH, lądował na twarzy codziennie, a wciąż tego produktu zostało naprawdę dużo. Nie napiszę, że niemal nie widać zużycia, bo to byłaby ściema – zużycie oczywiście jest. Pokusiłam się o przeszukanie zakupów w aplikacji Sephora i wynika z tego, że mam go od dokładnie roku, a nie jestem nawet w połowie produktu. Zgodnie z informacją na opakowaniu, powinnam go w tym momencie wyrzucić, bo produkt ma właśnie 12 miesięcy ważności (sztyft z ABH również 12 miesięcy). Możecie tu powiedzieć, że to nieodpowiedzialne, ale na sobie będę go nadal używać – zwyczajnie szkoda mi produktu. Tym bardziej, że od kiedy go mam nie zmienił swojej konsystencji, zapachu czy właściwości. Póki nie zaobserwuje jakiegoś niepożądanego działania, to nie będę się obawiać 😉 Tym bardziej, że maluję tylko siebie.

Zarówno sztyft z Fenty jak i ten z ABH do najtańszych nie należą – w przypadku Fenty za 7,1g produktu obecnie trzeba zapłacić 107zł (15zł za 1g produktu), w sztyfcie z ABH otrzymujemy 9g produktu za 165zł (18,30zł za 1g produktu). Są to oczywiście ceny z polskiej Sephory – ja swój sztyft z ABH zamówiłam z Cult Beauty w dniu, w którym oferowali oni darmową przesyłkę dzięki czemu zapłaciłam 136zł już przeliczając euro na naszą walutę (co daje 15,10zł za 1g produktu). Płacąc Revoultem uniknęłam też bankowych prowizji za przewalutowanie 🙂

Tak na marginesie mówiąc, polecam sprawdzać od czasu do czasu stronę Cult Beauty – co miesiąc w ramach innej marki oferowana jest darmowa, międzynarodowa przesyłka, mają bardzo fajny i szeroki asortyment no i często pojawiają się promocje na marki, które nasza Sephora uparcie z promocji wyklucza. Zamówienie dociera zazwyczaj w ciągu około tygodnia.

Wracając do tematu konturowania na mokro, jeżeli miałabym polecić jeden ze wspomnianych produktów – poleciłabym Fenty z uwagi na niższą cenę. Jednocześnieprzyznaję, że obecnie używam namiętnie ABH właśnie przez ten delikatnie cieplejszy odcień – wiem, że to niuans, ale odnoszę dziwne wrażenie, że wygląda odrobinę lepiej i jeszcze bardziej naturalnie.