Zbierałam się z tym postem prawie rok… No bo co tu dużo gadać? Po co się w malować, kiedy wychodząc z domu zazwyczaj musieliśmy mieć na twarzy maseczki, a pracując z domu łączliśmy się ze współpracownikami online z użyciem kamer wbudowanych w laptopa o jakości zbliżonej do kalkulatora (przynajmniej w moim kompie ta jakość jest tak „powalająca”).

I powiem Wam zupełnie szczerze, że patrząc na te moje wszystkie palety, podkłady, pudry, pomadki uznałam te kilka miesięcy temu, że trochę jest mi to wszystko niepotrzebne. Zredukowałam swoją kolekcję kosmetyków znacznie (chociaż wciąż mam wrażenie, że jest ich za dużo), zostawiając sobie te, które sprawdzały się najlepiej i miały najbardziej użytkowe kolory.

Idąc tym tropem doszłam do wniosku, że moja kolekcja palet do oczu mogłaby się zamknąć w jednym produkcie – palecie Bohema stworzonej przez Zuzię z kanału lamakeupebella we współpracy z marką Glam Shop.

Tu muszę od razu zaznaczyć – nie jestem fanką marki. Mam turbo-pigmrnty i nie jestem ich fanką, mam pierwszą paletę Agnieszki Janoszki, ale na dłuższą metę też nie jest ona „idealna” a ciemne odcienie wbrew temu co wszyscy mówią potrafią robić plamy. Uważam, że patrząc na ceny produktów Glam Shopu, powinny być one o wiele lepszej jakości. Nawet w przypadku palety Zuzi okazało się, że druga seria palet, która wyszła po wyprzedaniu się pierwszej odbiega jakością od pierwotnej. Dlatego mam wrażenie, że kupując kosmetyki Glam Shopu jest to trochę loteria, czy dostaniemy jakościowo taki sam produkt, jaki każdy inny zachwala.

Ja niestety mam paletę Zuzi z tej nieszczęsnej serii, która sypie się niesamowicie. Wiem, że mogłam ją reklamować, ale zużycie miałam już tak spore kiedy się o tym dowiedziałam, że machnęłam na to ręką i zostawiłam paletę dla siebie.

Natomiast jeżeli chodzi o dobór kolorystyczny – jest to najbardziej uniwersalna, codzienna paleta jaka istnieje. I jest moim absolutnym faworytem. Złapałam się na tym, że kiedy już chciałam się pomalować przez ostatni rok, mimo posiadania palet Hudy, ABH czy Fenty, to właśnie Bohema trafiała zawsze w moje ręce. Mimo osypu z paletą pracuje się dobrze (pod warunkiem, że najpierw robisz oko, potem resztę twarzy), cienie łączą się z sobą bezbłędnie, a błyski – szczególnie Alfama i CinCin potrafią „zrobić robotę” w całym makijażu. Moim totalnie ulubionym cieniem jest Portobello, z chęcią kupiłabym go nawet jako pojedynczy cień, bo kończy mi się najszybciej. Zuzia dobierając kolory w palecie w ten sposób sprawiła, że to jest najbardziej użytkowa paleta jaką miałam w ręku. Nie ma w niej cienia, po który nie sięgam. Jasne, że jedne używam częściej a inne rzadziej.

Co jeszcze jest super w Bohemie – opakowanie! W końcu Glam Shop ma paletę, której opakowanie nie wygląda jak zestaw do makijażu dla małych dziewczynek. Nie przepadam za stylistyką Glam Shopu, która z tego co widziałam do teraz nie uległa poprawie i wciąż to Bohema jest najbardziej „elegancką” propozycją w ich portfolio. Ale po prostu ten karton ze złotymi tłoczonymi ornamentami wygląda świetnie. Szkoda, że sama paleta nie ma tych ornamentów, ale chyba nie można mieć wszystkiego. To czego jeszcze mi osobiście brakuje to lusterko, bo jest to paleta idealna na wyjazdy.

Wiem, że obecnie paleta jest wyprzedana, ale będzie kolejna jej seria (już chyba piąta!!!) więc szczerze ją polecam. Przyznaję, że nie mam ochoty testowania nowych produktów jakie Glam Shop wypuszcza, bo się zwyczajnie zraziłam do tej marki. No i pandemia dość mocno mi pokazała, że jako „zwykły” człowiek nie zajmujący się profesjonalnie makijażem nie potrzebuję 20 palet, 100 pomadek i 15 podkładów… Zmieniłam trochę podejście do kosmetyków, kilka razy się zastanawiam, czy na pewno potrzebuję czegoś nowego z danej kategorii.

Nowości oczywiście też mam, bo miałam urodziny, na które wpadła mi karta do Sephory, więc kilka produktów Rare Beauty sprawdziłam i… na pewno o nich opowiem 🙂