O tych pomadkach w ostatnich miesiącach nasłuchałam się już wszystkiego. Produkt zdecydowanie w pewnym momencie zawładnął zagranicznym YouTubem – a przynajmniej tymi dziewczynami, które często oglądam. U nas w pierwszej kolejności pomadki z Maybelline pojawiły się na stronie iPerfumy, ale kupienie jaśniejszych odcieni (a po filmie Maxineczki, w którym chwali pomadkę – kupienie jakiegokolwiek odcienia) graniczyło z cudem.

Na szczęście pomadki wreszcie są w innych drogeriach – zarówno internetowych jak i stacjonarnych. Znajdziecie je np. w drogerii Ladymakeup.pl (klik).

Pół mat

Konsystencja tych pomadek jest dość gęsta – przypomina trochę pomadki NYX Liquid Suede pomieszane z Soft Matte Lip Cream. Powiedziałabym, że jest gdzieś po środku. Po aplikacji nie zastygają na kredowy mat tylko pozostają bardziej satynowe. Co ważne – lekko się kleją. Jeżeli nie lubicie tego uczucia to nie jest to produkt dla Was. Mi ono nie przeszkadza, bo po kilku minutach przestaje być dla mnie zauważalne.

Myślałam, że ze względu na klejenie się i nie do końca matowe wykończenie, pomadka będzie zostawiać ślady, ale tak nie jest. Odbijają się na początku jedynie kontury, a po mniej więcej godzinie noszenia nie odbija się nic.

Mi się udało upolować dwa kolory, ale szczerze Wam powiem, że zastanawiam się nad jeszcze jednym, nieco odważniejszym. Pierwszy to numer 60 Poet – nie jest to odcień dla każdego, jest dość jasny mimo, że nie wydaje się po opakowaniu i przy nieco ciemniejszej karnacji niż moja będzie wyglądał na ustach jak korektor. Drugi to 65 Seductress – on będzie hitem. To jest odcień, który idealnie sprawdzi się na co dzień. Jest to neutralny dość jasny brąz pomieszany z przybrudzonym zgaszonym różem. Wygląda świetnie! Zdecydowany ulubieniec z tej dwójki.

Na zdjęciu niżej po lewej odcień 60 Poet a po prawej 65 Seductress.

Opakowanie jest bardzo ładne – proste, od razu widzimy po jaki kolor sięgamy, ale napisy to naklejki, więc obawiam się, że przy noszeniu w torebce zaczną się ścierać.

Aplikator jest w kształcie łezki z dziurką. Muszę przyznać, że jest bardzo wygodny – podobny jest do aplikatora w pomadkach ze Smashboxa ale tam, łezka jest nieco wygięta, przez co nie korzysta się z niego tak wygodnie jak z tego u Maybelline. Jednak kształt jest łudząco podobny i pozwala on bardzo precyzyjnie obrysować usta.

Przyznam, że nie wiem, czy pomadkę bez problemu można dołożyć w ciągu dnia jeżeli się zacznie zjadać. Nie wiem tego, bo jak na razie nie miałam takiej potrzeby. Po zjedzonym obiedzie (Chilli Con Carne) wciąż była na swoim miejscu w stanie nienaruszonym!

Po tych wszystkich „ochach” na YouTubie naprawę wypatrywałam kiedy pomadki pojawią się u nas. Uwielbiam matowe usta, a jak można kupić dobrej jakości pomadkę za niewielkie pieniądze, to po co przepłacać? Stacjonarnie za Maybelline Superstay Matte Ink trzeba zapłacić około 33,90zł (tyle ja zapłaciłam w Drogerii Natura) natomiast w drogeriach internetowych jest taniej! Na stronie Ladymakeup.pl (klik) pomadka kosztuje około 15 zł, więc nawet z najtańszą przesyłką wychodzi taniej niż stacjonarnie. Chciałabym tylko więcej odcieni! O ile się nie mylę, na nasz rynek trafiło 6 kolorów:

  • 60 Poet
  • 65 Seductress
  • 75 Fighter
  • 80 Ruler
  • 90 Huntrees
  • 95 Visionary