Nie byłabym sobą, gdyby co jakiś czas nie pojawił się u mnie wpis o jakiś pomadkach. Poza tym, że muszę mieć umalowane rzęsy aby wyjść z domu, bo bez tuszu na nich wyglądam jakbym nie miała oczu, to pomadki są chyba moim drugim ulubionym kosmetykiem do makijażu.

Nie wiem na ile pamiętacie, ale jakoś po pierwszych zetknięciach z pomadkami z MAC Cosmetics nie byłam szczególnie nimi zachwycona, jednak obecnie przyznam szczerze, że się całkiem polubiliśmy. Nie wiem z czego to wynika, ale na pewno lekki wpływ na to miała nowa seria pomadek Powder Kiss Lipstick, które bardzo polubiłam za formułę – nie są one tak trwałe jak tradycyjne matowe pomadki z MAC, ale bardzo fajnie się je nosi.

MAC w przypadku pomadek ma jeszcze jedną przewagę nad innymi markami – ilość dostępnych odcieni… Samych nudziaków mają tyle, że ciężko jest tak na szybko coś wybrać. Dzisiaj pokażę Wam moje nudziaki z MAC i napiszę też, które sprawdzają się mi lepiej, a które gorzej.

Dobry NUDE to podstawa

Znaleźć idealny dla siebie kolor nude pomadki to nie taka prosta sprawa, szczególnie jak jest się osobą dość bladą jak ja. Zazwyczaj większość nudziaków wypada już na mnie dość ciemno. Mam nadal kilka pomadek z MAC na oku, bo tych fajnych, jasnych nudziaków u nich nie brakuje, ale teraz pokażę Wam moje sześć pomadek nude, które pasują bladzioszkom 🙂

  • Velvet Teddy – tego koloru chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeden z najbardziej kultowych odcieni z gamy pomadek MAC. Piękny beżowo-brązowo-różowy odcień. Mam wrażenie, że pasuje do każdego makijażu oka – zarówno tego w ciepłych tonach, jak i bardziej neutralno-chłodnego. Fajnie jakby był delikatnie jaśniejszy, ale i tak – jeden z moich ulubieńców. Formuła matowa, bardzo trwała.
  • Bronx – mój najnowszy nabytek. Raczej chłodny brudny brąz z lekkimi fioletowo-szarymi podtonami. Na swatchu wypadł dość jasno – na ustach wydaje się być ciemniejszy. Również formuła matowa, mam wrażenie jednak że jest bardziej… zbita niż w pozostałych matach, które mam.
  • Twig – to kolejny odcień brązowego różu, ale jak widzicie na zdjęciu niżej różowe tony w nim dominują. W moim przypadku jest to już ciemniejszy nudziak, ale wciąż pasujący do dziennych makijaży. Wykończenie pomadki jest satynowe, przez co nie jest tak trwała jak maty.
  • Yash – to bardzo ładny (i bardzo niedoceniony) jasny beżo-brąz. Przy mojej karnacji wypada bardzo neutralnie na ustach mimo, że na poniższym zdjęciu wydaje się być po ciepłej stronie mocy. Formuła matowa.
  • Reverence – na stronie MAC opisana jest jako „soft yellow pink” i jakoś zupełnie mi ten opis do samego koloru nie pasuje. Jest to bardzo twarzowy, jasny, różowo-brązowy nudziak. Bardzo delikatny kolor, idealny na co dzień. To nowa formuła pomadek z MAC – Powder Kiss – które bardzo, ale to bardzo przypadły mi do gustu. Są lekkie na ustach, nie wysuszają, ale są też odrobinę mniej trwałe od tradycyjnych, dobrze znanych matów.
  • Sultry Move – „rose brown” to bardzo dobre określenie tego koloru. Jest on bardzo zbliżony do Velvet Teddy ale odrobinę jaśniejszy – czyli dokładnie to czego chciałam. Ma też odrobinę mniejsze krycie, przez co ładnie dopasowuje się do naszej naturalnej czerwieni wargowej, ale spokojnie – nie robi żadnych smug czy plam. Formuła Powder Kiss Lipstick.
Od dołu: Velvet Teddy (mat), Bronx (mat), Twig (satyna), Yash (mat), Reverence (powder kiss), Sultry Move (powder kiss)

Które z nich najlepiej mi się nosi? Totalnie przepadłam jeżeli chodzi o formułę Powder Kiss Lipstick. One mają coś takiego w sobie, że bardzo wygładzają usta, sprawiając wrażenie rozmycia… Jeżeli zależy Wam na wyraźnie zaznaczonej linii ust, to lepiej do tej formuły użyć konturówki bo samą pomadką ciężko jest uzyskać taką idealną, prostą linię. Ale to jest właśnie specyfika tej formulacji, która na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Ja uwielbiam i mam nadzieję, że pojawi się jeszcze więcej kolorów!

Poza tym oczywiście – maty. No co ja Wam będę znów tłumaczyć, że matowe usta u mnie to standard. Co prawda zauważam, że maty nie są w MAC równe – Velvet Teddy jest bardzo przyjemnie kremowy, dobrze się nakłada, gdzie już Bronx jest nieco bardziej zbity i twardy.

Po satynowe wykończenie sięgam najrzadziej – kolor jest piękny, ale niestety ta formuła już lubi płatać figle u mnie i przenosi się na zęby czego bardzo w pomadkach nie lubię.

Jakie kolory mam jeszcze na oku?

Pech chciał, że podobają mi się odcienie z formuł, za którymi nie przepadam więc waham się czy ryzykować, a są to Brave i Faux z pomadek z wykończeniem satynowym, Cosmo z wykończeniem Amplified, Midi Mauve i Syrup z wykończeniem Lustre. Boję się, że kupię (a pomadki z MAC nie należą do tych najtańszych) i będzie taka pomadka leżeć nieużywana. Jaka to kwota? Za standardową pomadkę musimy zapłacić 86zł, są też kolory dostępne w formie miniatur – one kosztują 49zł, ale wybór jest mocno ograniczony.

A jakie wy lubicie kolory pomadek nude?

Od lewej: Velvet Teddy, Bronx, Twig, Yash
Od lewej: Sultry Move, Reverence (już na finiszu…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.