Od kiedy tylko seria J marki Hakuro pojawiła się w sprzedaży ciężko było nie trafić na zachwyty na ich temat. Od blogerek piszących na swoje strony do youtuberek – wszyscy wychwalają pod niebiosa. Nie raz nawet padały porównania tych pędzli to marki MBrush Maxineczki (to podobno najwyższa półka jakościowa – ale wiem o tym tylko ze słyszenia, bo ceny tych gagatków są mocno zaporowe).

Długo się zastanawiałam pędzle Hakuro z serii J w ogóle kupować. Nie należą one do najtańszych i za cenę jednego z nich można kupić np. dwa pędzle marki Blend It, które mam i które lubię. Jednak chęć sprawdzenia, czy to faktycznie tak wysokiej jakości pędzle była silniejsza i trzy modele wylądowały u mnie.

Opakowanie

Pierwszą zaskakującą rzeczą dla mnie było opakowanie pędzli – każdy z nich przychodzi w osobnym kartoniku, w którym jest tak unieruchomiony aby nie zniekształcić jego włosia.

Same kartoniki są bardzo eleganckie – czarne ze złotymi literami marki. W dotyku są przyjemnie matowo-welurowe – jak opakowania marki NARS. Na jednym z końców opakowania jest naklejka z kodem kreskowym i symbolem kupionego pędzla. Znajdziemy tam również informacje, że pędzle zostały wyprodukowane w Polsce.

Pędzle

Strasznie podobały mi się na wszystkich zdjęciach produktowych pędzle z krótszym trzonkiem. Bo jeżeli nie wiecie, to Hakuro każdy z modeli w tej serii wypuścił w dwóch wersjach – z krótkim, czarnym i wyprofilowanym trzonkiem oraz z prostym, ciemnobrązowym trzonkiem z widoczną fakturą drewna.

Zdecydowałam się na modele J660, J770 i J790. Wybór nie był prosty, bo trochę naszukałam się zdjęcia w Internecie, na którym widać wszystkie modele obok siebie – jakbyście takiego zdjęcia szukali to jest tutaj (klik).

Trzeba to powiedzieć jasno – są to najbardziej miękkie i delikatne pędzle jakich kiedykolwiek dotykałam. Poważnie. Wydawało mi się, że pędzle, które posiadam mają dość miękkie włosie i nie drapią powieki (Inglot, Blend It, Zoeva) jednak te z serii J to zupełnie inna klasa miękkości włosia. Nawet po kilku myciach nadal są super delikatne. Przy nich Zoeva wydaje się być szorstka i druciana. Ciężko w ogóle uwierzyć, że to naturalne włosie porównując je ze wspomnianą wcześniej Zoevą, w której też mamy włosie kozy.

Pędzle w wersji krótkich, baryłkowatych trzonków są też bardzo wygodne w używaniu. Zdecydowanie lepiej się je trzyma w ręku niż pędzle bez wyprofilowanego trzonka – leżą w dłoni stabilniej, ale wciąż można wykonywać nimi bardzo delikatne ruchy bez dużego nacisku na skórę.

Do czego sprawdzają się modele które posiadam?

  • J660 – to lekko zaokrąglony pędzel ze spłaszczoną skuwką. Idealnie nadaje się do nakładania cienia na całą powiekę lub w załamanie. Dzięki temu, że jest dość puszysty można nim też rozblendować cień punktowo – nie da się tu stworzyć takiej lekkiej chmurki, bo średnica pędzla jest dość mała.
  • J770 – to również zaokrąglony pędzel ze spłaszczoną skuwką o delikatnie dłuższym włosiu niż poprzednik. Jest uniwersalnym pędzlem do nakładania i rozcierania cieni. Robi przepiękną chmurkę koloru. To chyba mój ulubieniec z całej trójki, również przez to, że ma czarne włosie, które jest moim zdaniem bardziej praktyczne w codziennym używaniu niż białe włosie, które potrafi się odbarwić od bardzo intensywnych cieni.
  • J790 – największy pędzel z całej trójki, wydłużony, puchaty z lekko spłaszczoną główką. Ma kształt kulki. To idealnie delikatny pędzel do nakładania rozświetlacza oraz pudrowania niewielkich części twarzy. Jest tak ultra miły w dotyku i delikatny, że z powodzeniem można nim nakładać puder na delikatną skórę pod oczami, bez obaw o jakiekolwiek podrażnienia.

Czego by o tych pędzlach nie mówić, to na uwagę zasługuje również ich wygląd – piękny czarny lakierowany trzonek ze skuwką i napisami w kolorze różowego złota. Wygląda to bardzo elegancko i… drogo.

A ile taka przyjemność kosztuje? Za modele J660 i J770 trzeba zapłacić 49,90 PLN, natomiast większy J790 to już wydatek 59,00 PLN. Czy warto? Za tę jakość – zdecydowanie tak. Już po tym pierwszym zetknięciu się z tą serią pędzli wiem, że chcę ich mieć więcej – przynajmniej 3 dodatkowe modele do oczu. Plus – czekam na modele większe, przeznaczone do makijażu twarzy – pędzel do bronzera z tak cudownie miękkim włosiem to marzenie! I jeszcze jedna prośba – więcej modeli z czarnym włosiem!