Może to nie jest idealny moment na wspominanie o podkładach, bo sama po sobie widzę, że siedząc i pracując w domu nie robię sobie full makeupu na co dzień. Przez już trzy tygodnie siedzenia na home office pomalowałam się trzy razy – i to tylko po to, aby sobie zwyczajnie poprawić nastrój 😉

Jednak mam już go jakiś czas, dodatkowo mam obecnie zdecydowanie więcej czasu na choćby robienie zdjęć do wpisów to… dlaczego nie?

Zalando Beauty

Przyznam Wam, że nie wiedziałam, że Zalando ma dział beauty, dopóki nie wspomniała o nim któraś z obserwowanych przeze mnie influencerek. Nie zawsze „opłaca” się zamawiać od nich, bo zdarza się, że ceny niektórych produktów są wyższe niż w zwyczajnych drogeriach internetowych oraz nie zawsze pojawiają się też te same promocje (np. nie ma w apce promocji -25% na produkty MAC, która się chyba jutro kończy).

Za to można na Zalando znaleźć marki, których nie ma nigdzie indziej w Polsce, jak np. Top Shop. To brytyjska marka odzieżowa, która również ma swój segment produktów beauty (jak H&M). W Polsce sklep Top Shopu działał do 2017 roku w Złotych Tarasach, marka niestety postanowiła go zamknąć i od tego czasu dostępna jest właśnie na Zalando. Nie raz natknęłam się oglądając filmy urodowe na YouTubie na wspomnienia o ich produktach. Głównie pojawiały się one w kontekście duochromowych cieni do powiek i głównie u dziewczyn pochodzących lub mieszkających w Wielkiej Brytanii. Jakiś już czas temu przeglądając ofertę produktów kosmetycznych na Zalando bardzo zaintrygowały mnie podkłady i korektory właśnie Top Shopu. Traf chciał, że była na nie jeszcze promocja, więc poszukałam w sieci opinii i swatchy i zdecydowałam się zamówić na próbę podkład.

Dobieranie koloru przez Internet…

Kto rozumie jak działają ekrany w urządzeniach elektronicznych doskonale wie, że dobranie odpowiedniego koloru podkładu na podstawie zdjęć w Internecie jest niemożliwe. Nie trudne – niemożliwe. Bo każdy ekran świeci inaczej i inaczej pokazuje barwy. Do tego dochodzą filtry stosowane na zdjęciach i inne elementy edycji, które sprawiają, że kolory na zdjęciu są zupełnie inne niż te w rzeczywistości. Dlatego szukając koloru podkładu online (jak już kompletnie nie mam opcji aby sprawdzić coś na żywo) próbuję znaleźć zdjęcia, na których znajduje się jakiś podkład, który posiadam i wiem jak wygląda na mnie. Pozwala to mniej więcej określić, czy to jest kolor którego szukam, czy może będzie on za jasny / za ciemny / za żółty / za różowy. Można również skorzystać ze strony Findation (klik), na której łatwo można wyszukać odpowiednik koloru naszego podkładu w dowolnej innej marce. Niestety nie znajdziemy tam wszystkiego… Ale lepsze to, niż nic 😉

Niestety w tym przypadku ani jeden, ani drugi sposób nie pomógł, bo marki Top Shop nie ma na Findation, a wśród zdjęć w Internecie nie udało mi się znaleźć żadnego z porównaniem tego podkładu z jakimkolwiek, który mam lub miałam.

Postanowiłam więc zamówić najjaśniejszy odcień, ponieważ na YT jednej z brytyjskich influencerek znalazłam informację, że podkład Top Shop Longwear Liquid Foundation ciemnieje podczas zastygania. Kolor ten nazywa się Meringue i jest naprawdę jaśniutki. Moim punktem odniesienia w doborze podkładów jest zawsze Fenty Beauty w kolorze 140 – jest to póki co najlepszy pod względem jasności i podtonu podkład dla mnie. Jak widzicie – Meringue jest od niego jaśniejszy i bardziej neutralny.

Od lewej: Smashbox odcień 0.3, Fenty Beauty odcień 140 (idealny dla mnie), Too Faced odcień Snow i Top Shop odcień Meringue.

Przez to, że kolor ewidentnie jest odrobinę za jasny wyglądam w tym podkładzie dość blado, więc ratuję się większą ilością bronzera.

A jak się sam podkład sprawdza? Po nałożeniu jest naprawdę super. Wygląda gładko, ładnie, ma wykończenie dość matowe, ale nie jest to taki papierowy mat. Nakłada się go również bardzo ładnie, zastyga dość długo, więc można nieco dłużej z nim popracować, aby ładnie i równo go rozłożyć. Krycie nie jest super powalające, określiłabym je jako średnie, ale jak nie macie większych problemów z cerą w zupełności wystarczy.

Wszystkie produkty, które nakładamy na podkład również nie sprawiają problemu – nawet jeżeli sięgamy po kremowe produkty do konturowania, które akurat ostatnio bardzo przypadły mi do gustu. Jak widać, pierwsze wrażenie jest naprawdę niezłe.

Gorzej z czasem… Podkład wygląda ładnie na mojej skórze tak do 5-6 godzin. Dla mnie to za mało… Teraz oczywiście siedzę w domu, ale jak pracuję normalnie w biurze, to poza domem spędzam codziennie około 11 godzin, więc potrzebuję produktu bardziej długodystansowego. Jeszcze gdyby po prostu się wyświecał, to da się to opanować. Niestety on zaczyna po tych pięciu, może sześciu godzinach nieestetycznie się zbierać, a przy próbie poprawy i odciśnięciu nadmiaru sebum odkleja się od twarzy i zaczyna się przemieszczać. Szkoda, bo producent obiecuje, że jest to produkt długotrwały, jednak wydaje mi się, że sprawdziłby się na cerach mniej przetłuszczających się niż moja. Ewidentnie duże ilości sebum mu nie służą.

Wielka szkoda, bo można go złapać na naprawdę fajnych promocjach na Zalando – ja płaciłam za niego coś koło 55-60zł (jego cena regularna to 84zł). To, że tak dobrze wygląda od razu po nałożeniu napawało naprawdę sporą nadzieją. Dodatkowo ma piękne, wyglądające naprawdę drogo opakowanie – sama buteleczka jest szklana, a jej zatyczka, pod którą kryje się pompka, jest wykonana z matowego plastiku, ale nie jest to tani, cienki plastik. Jego pojemność to standardowe 30ml.

Dla cer mieszanych z tendencją do przetłuszczania się, nie jestem w stanie go polecić – jest na rynku sporo podkładów sprawujących się o wiele lepiej. Sama będę go zużywać mieszając z podkładami, które są dla mnie nieco za ciemne, może uda mi się znaleźć taką mieszankę, która poprawi jego długotrwałość? Zobaczymy 😉

Od lewej: Smashbox odcień 0.3, Fenty Beauty odcień 140 (idealny dla mnie), Too Faced odcień Snow i Top Shop odcień Meringue.