Przyznam się Wam, że te wszystkie lockdowny i home office sprawiły, że maluję się „od święta”. Kosmetyki leżą – i tracą terminy ważności… – a zmian i powrotu normalności na horyzoncie nie widać. Nie wiem, czy każdy ma taki problem, czy tylko ja mam tak dziwną budowę twarzy, ale nosząc maseczkę powietrze, które wydycham leci prosto na rzęsy (wtf!) i rozpuszcza mi każdy, nawet najbardziej wodoodporny tusz. Więc nawet jak wychodzę „do ludzi” wolę nie nakładać makijażu, bo wciąż lepiej bez niego niż w wersji „na szopa pracza”.

Marki kosmetyczne jednak nie stoją w miejscu i nie anulowały swoich wszystkich premier, więc oto naszym oczom ukazał się ostatnio kolejny już podkład od Fenty Beauty, tym razem w wersji pudrowej.

Uznałam, że to może być dobra opcja, na szybkie poprawienie i wyrównanie kolorytu skóry, kiedy musisz na chwilę wyskoczyć z domu. I wiecie co? Nie myliłam się!

Puder w 50 odcieniach

Podkład w pudrze od Rihanny pojawia się w tych samych odcieniach, co jej poprzednie dwa podkłady. Łatwo więc się domyślić, że dostajemy do wyboru aż 50 odcieni! Zanim kupiłam swój poczytałam nieco na jego temat w Internecie i kilka osób zwróciło uwagę, że jeżeli jesteś pomiędzy dwoma odcieniami (a u mnie dokładnie tak jest – mogę używać 140 i 150) to lepiej wybrać ten ciemniejszy. Tak zrobiłam i jestem zadowolona z tego jak ładnie kolor dopasowuje się do skóry, mimo że obecnie jestem biała jak mąka.

Opakowanie jest charakterystyczne dla Fenty – białe, minimalistyczne, w środku mamy lustereczko, wkład z podkładem w pudrze oraz miejsce pod podkładem, w którym znajduje się gąbeczka do jego nakładania. Ona budzi na razie moje jedyne wątpliwości, bo zastanawiam się czy można ją uprać. Nie ma co się oszukiwać, że już po pierwszym użyciu jest ona brudna. Jak wiecie to dajcie znać, sama jeszcze nie próbowałam jej doczyścić (aż wstyd się przyznać).

Próbowałam podkład nakładać na wiele sposobów, wykorzystując do tego:

  • pędzel – nie polecam, uzyskujemy bardzo małe krycie, które trzeba budować, a trochę czasu nam to zajmuje, plus produkt bardzo zaczyna się pylić w opakowaniu.
  • gąbeczka z zestawu – super, ze wszystkich wypróbowanych narzędzi, to ona dawała najładniejszy efekt. Pracuje się nią szybko, nie ma problemu z dotarciem w załamania skóry w okolicach nosa. Polecam bardzo!
  • gąbka typu beauty blender – jest ok, ale ładniejszy efekt wychodzi z gąbeczki dołączonej do podkładu.
  • puszek z Rossmanna – od biedy ujdzie, ale nie daje tak dobrego efektu jak gąbeczki, krycie uzyskujemy lekkie, no i sam produkt zaczyna się bardziej pylić – nie tak bardzo jak przy pędzlu, ale jednak.

Sama praca z podkładem jest banalnie prosta, ja nakładam go wklepując i delikatnie rozcierając jednocześnie. Nakładam zawsze na twarz, na którą wcześniej nałożyłam pielęgnację, ale czekam aby krem zdążył się dobrze wchłonąć. Podkład daje ładne średnie krycie. Ukryje lekkie zaczerwienienia i wyrówna koloryt skóry. Nie polecam budowania do pełnego krycia, bo zaczyna wtedy wyglądać ciężko. Jest to produkt suchy, więc wszystkie suche skórki pokaże Wam momentalnie, więc weźcie na to poprawkę rozważając ewentualny zakup.

Na początku, od razu po nałożeniu wygląda nieco sucho i papierowo, ale efekt ten znika po kilkudziesięciu minutach (jak skóra zacznie pracować i podkład połączy się z sebum). W ciągu dnia nosi się ładnie – nigdzie się nie przemieszcza, nie ściera się, ładnie utrzymuje inne produkty nałożone na niego jak bronzer, róż czy rozświetlacz.

U mnie świecenie pojawia się po jakiś 5 godzinach, ale wygląda ono bardzo naturalnie. Ten produkt u mnie wygląda jak druga skóra (serio!). Efekt świecenia można łatwo ściągnąć bibułką – sam podkład pozostanie na swoim miejscu. Zdarzało mi się nawet nakładać go zamiast korektora i ku mojemu zdziwieniu nie podkreślił zmarszczek wokół oczu i nie wysuszył tej okolicy. Jasne, że nie wyglądał (i nie dawał takiego krycia) jak mój ulubiony Tarte Shape Tape, ale generalnie nie było tragedii – można było się pokazać ludziom 😉

Same plusy

Jestem w szoku, że wypowiadam się o tym podkładzie w samych superlatywach, bo przyznam, że zastanawiałam się czy to będzie dobra rzecz dla cery skłonnej do przetłuszczania się. Na szczęście okazało się, że jest naprawdę świetny. Myślę, że to, że pojawia się u mnie większa ilość sebum działa u niego na plus, bo jak pisałam wyżej – pozwala się to scalić produktowi ze skórą i uzyskujemy naprawdę efekt drugiej skóry. Żaden płynny podkład nie wygląd u mnie TAK naturalnie.

Jeżeli macie skórę suchą – no, to może się nie sprawdzić, szczególnie przy dużej ilości suchych skórek. On jest w stanie podkreślić te suche skórki, o których istnieniu nie wiedzieliście.

Jedyna wątpliwość to gąbeczka z zestawu – a raczej, czy da się ją prać? Dajcie znać jak macie doświadczenie w tym temacie. Jak sprawdzę jak to wygląda u mnie, to na pewno zrobię update posta 🙂