Wiele dobrego słyszałam o tym pudrze zarówno na kanałach zagranicznych Youtuberek jak i naszych rodzimych. Ostatnio udało mi się jednak kilka razy naciąć na produkty polecane przez dziewczyny, którym zazwyczaj ufałam (teraz już nie wiem, czy nam się gusty tak rozjechały czy co się stało) postanowiłam więc podejść do niego z lekką rezerwą i zamiast rzucać się na duże opakowanie kupiłam miniaturkę (ze zniżką wyszła jeszcze taniej). Obecnie po pudrze już zostało tylko wspomnienie, ale nie wykluczone, że pojawi się on ponownie w mojej kosmetyczce, a już Wam tłumaczę dlaczego.

Zapach, zapach, zapach

Ostrzegam – to nie jest produkt dla osób wrażliwych na zapachy. Puder jest turbo perfumowany, do tego stopnia, że czuć go w pokoju po odkręceniu nakrętki. Dla mnie zapach jest całkiem przyjemny, dość słodki i nie mam problemów z jego tolerowaniem, ale wydaje mi się, że dla wielu osób może on być mdły. Moim zdaniem najładniejszy zapach pudru ma puder z Fenty (ich nowy nawilżający podkład też ma ten zapach w sobie) i ani trochę bym się nie obraziła, jakby Rihanna wypuściła na rynek takie perfumy, ale druga sprawa to fakt, że puder nie potrzebuje mieć w sobie zapachu, bo w końcu nie taka jego rola, więc idealnie jakby był kompletnie bezzapachowy. Wróćmy jednak do Too Faced – puder Peach Perfect jak sama nazwa wskazuje należy do serii kosmetyków z zapachem brzoskwini – tu bym się na chwilę zatrzymała, bo muszę szczerze przyznać, że jakby mi nikt nie powiedział, że seria ta ma pachnąć brzoskwinią to bym tego nie była w stanie odgadnąć. Zapach średnio im się udał, bo jest dość sztuczny. Jeżeli macie podkład z tej samej serii, to również znajdziecie tam ten zapach, ale w zdecydowanie mniejszej intensywności. W podkładzie jest on bardzo subtelny i niemal niewyczuwalny, co dla mnie jest lepszą opcją w tym przypadku.

Utrwalenie

Nie ma co owijać w bawełnę, to nie jest puder, który trzyma mat przez całe wieki. Zarówno puder z Fenty jak i puder z Golden Rose radzą sobie z wyzwaniem o wiele lepiej. Ale jest coś co sprawia, że Too Faced powala oba wspomniane pudry na łopatki – jego wykończenie. Puder wygląda na twarzy genialnie! Nie daje efektu płaskiego, suchego, papierowego wręcz matu, tylko delikatny efekt przypominający satynę. Skóra jest pięknie wygładzona, ale co najważniejsze, jak się już zaczyna świecić wystarczy sięgnąć po bibułkę matującą i znów jest pięknie. Nic się nie waży, nie ściera – niezależnie od użytego podkładu.

Używałam go z kilkoma podkładami i najlepiej wyglądał z podkładem Pro Filt’r z Fenty oraz Mac Pro Longwear. Fajnie sprawdzał się też z pozycjami bardziej drogeryjnymi jak Lumene Matte czy Bell Liquid Powder. O dziwo, najmniej podobał mi się właśnie z podkładem z Too Faced z tej samej serii.

Za to jak wygląda pięknie od razu po nałożeniu jestem w stanie mu wybaczyć krótszy czas trzymania mojego sebum w ryzach. W moim przypadku najbardziej newralgicznym miejscem jest nos, który nie dość, że się wyświeca, to podkład i puder lubią z niego znikać – z tym pudrem i podkładami, które z nimi testowałam nie było żadnego problemu z trwałością na nosie, nawet podczas zbierania sebum bibułką matującą.

Wszystkie produkty, które nakładamy na niego – czyli róż, bronzer czy rozświetlacz nie mają najmniejszego problemu z przyklejeniem się do skóry i trzymają się cały dzień.

Drogo…

Niestety jak to na produkt z Too Faced przystało, cena nie jest przyjemna dla portfela, chociaż ze wszystkich wysokopółkowych pudrów ten wcale nie wypada najdrożej w przeliczeniu na 1 gram produktu. Opakowanie pudru obecnie kosztuje w Sephorze 158 PLN, ale dostajemy za tę cenę aż 35 gramów produktu. Nie jest ciężko policzyć, że to nam daje 4,51zł za 1 gram pudru. Dla porównania kultowa Laura Mercier to koszt 7,76 PLN za 1 gram produktu (225 PLN za opakowanie zawierające 29 gramów pudru) a puder z Fenty Beauty to koszt 4,96 PLN za gram produktu (139 PLN za opakowanie zawierające 28 gramów produktu). Laurę oczywiście można upolować taniej w promocjach, Fenty obowiązuje tylko rabat -10% uzbierany za punkty w Klubie Sephora ale już na Too Faced działają w Sephorze zniżki większe niż -10%.

Cena produktu w tym przypadku to nie tylko marka, ale płacimy też ekstra za opakowanie – a te jest naprawdę solidne zarówno w miniaturce jak i w pełnej wersji produktu. Miniaturowa wersja Too Faced Peach Perfect ma zaledwie 3,5 grama produktu co starcza mniej więcej na trzy tygodnie używania, przy takim normalnym nakładaniu cienkiej warstwy pędzlem. Kiedy chcemy już pobawić się w baking, puder zużyje się o wiele szybciej. Łatwo też sobie policzyć, że kupno miniaturki się zwyczajnie nie opłaca 😉

To co z tym pudrem?

Może z tekstu wyżej nie wynika w 100% fakt, że totalnie ten puder polecam, ale naprawdę – polecam. Mimo, że nie trzyma matu tak długo jak inne znane mi już pudry to wszystko wynagradza to, jak pięknie on wygląda na twarzy. Nieważne czy jest na niej pierwszą czy piątą godzinę. Dodatkowo jego opakowanie zwyczajnie cieszy oko – moim zdaniem design serii brzoskwiniowej jest przecudny. Na pewno do niego wrócę, tylko czekam na jakąś ofertę -20% aby kupić go chociaż trochę taniej.