Dzisiaj będzie tak…. inaczej. Ani słowa o kosmetykach!

Podobno Polacy na home office tak bardzo przyglądali się już nie pierwszej świeżości meblom i lekko poszarzałym ścianom, że zalała nas fala remontów DIY. Jestem w stanie w to totalnie uwierzyć po tym, jak na własne oczy widziałam kolejkę ludzi w południe (w poniedziałek!!!) do Castoramy. Spokojnie z godzinka stania do kasy, bo kolejki kończyły się gdzieś za połową sklepu. Chciałam doniczki kupić… Odpuściłam, zamówiłam online z dostawą. Nie z Castoramy – z IKEA.

Natchnęło mnie ostatnio bardzo na nowe kwiatki. Przeglądając różnego rodzaju strony internetowe i konta na Instagramie wpadło mi w oko bardzo dużo kwiatów doniczkowych o ozdobnych liściach w kolorach zielono-biało-różowych i przyznaję – przepadłam. Naprawdę potrzebuję kwiatków z biało-różowymi liśćmi w swoim życiu. Nie uważam, żebym jakoś specjalnie miała rękę do kwiatów – udało mi się ostatnio przelać jedną z dwóch Monster jakie mam. Na razie na 9 liści jakie ma, 4 są żółte… Zobaczymy jak sobie dziewczyna poradzi i czy przetrwa tę walkę. Jedną piękną Monsterę też „zjadło” mi jakieś choróbsko 🙁 Więc zdecydowanie w temacie kwiatków nie jestem autorytetem. Jednak ciężko się oprzeć przed zakupem tych piękności tym bardziej, jeżeli się generalnie kwiatki lubi.

Mam na oku jeszcze kilka gatunków z ozdobnymi kolorowymi liśćmi, ale powoli, bo akurat te, o których myślę, nie należą do najtańszych. Wiecie, trochę boję się, że kupię roślinkę za stówę po czym nie będę potrafiła się nią zaopiekować i ona padnie… Więc tu się mocno zastanowię przed ewentualnym zakupem.

Dzisiaj pokażę Wam moje trzy nowe zdobycze o przepięknych ozdobnych liściach i co ważne – wcale nie były one drogie. Jakby ktoś bardzo chciał zamówić roślinki z dostawą do domu to polecam Zielony Parapet. Mają oni obecnie informację o wydłużonym czasie realizacji zamówienia, ale ja na swoje trzy maleństwa czekałam równo tydzień. Kwiatki przyjechały kurierem, były świetnie zabezpieczone, więc dotarły bez żadnych uszkodzeń. No dobra, do rzeczy – oto moje trzy nowe piękności:

Ficus „Belize”

Największy spośród nowych zielonych przyjaciół to Ficus – odmiana „Belize”. Charakteryzuje się ona pięknymi błyszczącymi liśćmi o oryginalnym ubarwieniu – prócz zieleni na młodych liściach pojawia się na obwódkach i głównym nerwie różowo-bordowy rumień. Z biegiem czasu barwa liści zmienia się – pojawiają się nieregularne plamy w kolorze kremowym i szarozielonym. Podobno w warunkach domowych roślinka ta może urosnąć do dwóch metrów… Trochę nie mamy miejsca na tak wysokiego kolegę, więc będę musiała pilnować jego wzrostu przez przycinanie 😉

Podobno Ficus ten jest też niewymagający jeżeli chodzi o pielęgnację. Okaże się.

Ctenanthe „Amagris”

Pierwszego członu nazwy tego kwiatka nie potrafię nawet wypowiedzieć, ale urzekły mnie jego piękne srebrno-zielone liście, które od spodu są fioletowe! Ctenanthe to roślina tropikalna, pochodzi z południowo-wschodniej części Brazylii i rośnie dość wolno max do 40cm wysokości.

Ciekawostka na jej temat:

Ctenanthe zaliczana jest do roślin modlitewnych, których charakterystyczną cechą jest podnoszenie liści w nocy oraz obniżanie ich wraz z pojawieniem się pierwszych promieni słonecznych.

Trzykrotka „Tricolor”

Kolejna piękność z różowymi liśćmi. No zielono-biało-różowymi dokładniej rzecz biorąc. Na tego maluszka „polowałam” w pierwszej kolejności. Podobno też jest prosta w uprawie i mało wymagająca. Jednak aby utrzymała swój piękny kolor liści trzeba unikać podlewania jej od góry, tylko podlewać ją od dołu.

Trzykrotka też może być hodowana jako roślinka wisząca, ja niestety nie mam za bardzo takiej możliwości w mieszkaniu, a szkoda, bo wtedy jej pędy mogą mieć nawet 100cm. W takiej tradycyjnej, stojącej doniczce rośnie maksymalnie do 30cm.

To wszystkie moje zielone nowości 🙂 Mam nadzieję, że uda mi się ich nie zabić…